Bez kategorii

VI…

Sezon pierwszego sezonu „Stranger things” za mną. Ostatnie 3 odcinki połknąłem. Serial jest przepełniony odniesieniami do innych dzieł S-F, ale mimo to stanowi nową jakość. Jednocześnie warto zauważyć jak sprytnie konstruuje się współczesne produkcje, umyślnie wykorzystując klasykę, grając na sentymentach różnych pokoleń. Jest tu „E.T.”, są „Ghostbusters”, jest „Z archiwum X” czy „Obcy”. Jest Stephen King.

„Wataha” i „Belfer” również nie zawodzą, pierwszy okazuje się być bardzo profesjonalną produkcją sensacyjną trzeźwo rozpisujac akcję i postaci do miejsca na mapie Europy. 

Belfer trochę mniej trzyma się realiów, za to skutecznie trzyma w napięciu, trzyma porządny poziom.

Muzycznie za to Hirek Wrona pomógł mi odkryć razem z Filipem Łobodzińskim masę klasyki. To właśnie uwielbiam w Trójce i mimo upolitycznionych i niesmacznych akcji wokół ludzi,którzy tworzą lub (niestety juz tylko w czasie przeszłym) tworzyli jakość tego radia, wciąż jest dla mnie miejscem ważnym. 

A wiec polecam Pere Ubu.

Wydarzenia w Trójce to w ogóle osobny rozdział z działu „polityka”. Jaki jest sens opisywania politycznych przepychanek? Zakończymy na tym, ze ludzie bez poczucia humoru pakują łapska w środowisko kultury. Polskie Radio to radio publiczne, władze wybieramy, poki co, demokratycznie, więc skoro suweren wybral, nie mamy na to wpływu. Pokazuje to jednak brak klasy pewnych ludzi, wiec tym lepiej dla prowadzacych i sluchaczy,ze nowy radiowy dom moze znajda gdzie indziej.

Reklamy
Bez kategorii

V…CV…minęło trochę czasu od naszego ostatniego kontaktu mój dzienniczku

„Nie ma kompletniej żadnej wartości w niedziałaniu. Jeżeli przejawiasz tendencje do zbytniego rozmyślania, pamiętaj – ok, masz prawo taki być, ale również pamiętaj, że nie będziesz miał prawa potem narzekać, że jesteś z tyłu, że nie masz nikogo, że nie jesteś tam, gdzie chciałeś lub nie jesteś tam, gdzie uważałeś, że ci się to należy.

Jest piątek, więc poużalajmy się nad sobą. Piątek przyniósł porażkę i jak to ciamajdy mają w zwyczaju, pogrążę się w niej”.

Powyższe pisałem z trzy miesiące temu. Od tamtego czasu spłonęły hektary lasów, kobiety masowo zaczęły wyciągać na światło dzienne swoich oprawców, a Bono kolejny raz wyszedł na hipokrytę (ukrywany majątek).

Pomyślałem sobie dzisiaj, że muzyka grana na instrumentach „żywych” jest muzyką duszy. Muzyka elektroniczna duszy tej nie ma. Skoro jest „soul”, będzie i „soul-less”? Ha. A i usłyszałem w radiu, że „smutek można mierzyć w Cohenach”. Tyle ze sprytnych powiedzonek.

Przede wszystkim, ponad wszystko, odnalazłem swojego nowego E.T.:

 

Dowiedziałem się też, że Darren Aronofsky ma spory problem z Bogiem, a zanim zabierze się Żonę do kina oczekując potomka warto sprawdzić, czy w filmie czasem nie ma drastycznych scen z udziałem kobiet w ciąży czy noworodków. „Mother”! to film, który w pewnym momencie staje się kaprysem reżysera do rozrabiania, w zamian oferując hałas, jazgot i bezsensowną brutalność. Jaki jest mesydż? Przesłanie żadne. A przynajmniej nic, czego nie powiedział wcześniej kloszard pod blokiem w przypływie jasności umysłu. Jennifer Lawrence jest kształtną, wspaniałą muzą, która, mam wrażenie, po tym filmie powinna napisać #metoo.

Mój bohater stworzył kolejny death-metalowy projekt komediowy. I tym razem nic nie ma tutaj za bardzo sensu:

Jezus jest w odwrocie. To widać gołym okiem. Świat staje na głowie, a ludzi najłatwiej odstrzelić w kościele, np.  w Teksasie. Żeby lud spokorniał zakaże się mu picia między 22:00 a 5:00, lud przyjmie i to. Póki co jest dobra koniunktura, lud wszystko przełknie. Anomalie pogodowe przestają być anomaliami, NatGeo straszy kataklizmami, a „Pojutrze” przestaje być takie zabawne.

Uważam za dobro narodowe drugi sezon „Watahy”. Odważnie, wbrew modzie na nacjonalizm, pokazuje skrawek tematu uchodźców i roli, jaką odgrywają nacjonaliści. Podobnie „Belfer”, który w sezonie drugim prezentuje się bardzo ciekawie. Czytam wspaniały reportaż o Gruzji Macieja Jastrzębskiego „Klątwa gruzińskiego tortu”.

Jesień i zima będą czasem przeprowadzki na większe. Podoba mi się mój obecny stan umysłu. Bardzo precyzyjny. To pewnie dla równowagi z miernym, powiedzmy sobie szczerze, stanem ciała. Czas się ruszać, sczeznę za chwilę. Żyję jednak w przekonaniu, że na wszystko jest czas, a obecnie jest czas na szybkie tempo, decyzyjność oraz przyzwolenie na częste wsparcie kofeiny z cukrem (1 łyżeczka, bez mleka)

Na koniec, odnalazłem swoje laleczki:

https://www.facebook.com/Frikis.ArtDolls.Peru/?hc_ref=ARSaMBkIObmXlknE-wJ7caRdVGaiZHlrzZPhCZ-bJ1c7l5kJH9uvzj2wETTsWmQcZ8Q

15590503_972010389565608_82613347024605121_n

No więc witaj z powrotem wordpressowy świecie.

 

Bez kategorii

IV

Niezrozumiała jest dla mnie rzeczywistość i nie pomaga to, jak jestem skonstruowany. Nie potrafię trwać przy idei, motywacjach, może nawet miejscach. Nie ufam, raczej nasłuchuję. Nie cierpię doktryn, granic, spętania. Nie cierpię też niestety świata decyzji i to bywa sporym problemem.

Dzisiejszy świat to świat decyzji i to tych podejmowanych w mgnieniu oka. To nie jest świat koneserów, znawców. Prędzej kameleonów i pionierów. To jak zmienia się, ewoluuje i pędzi świat nie ma żadnego sensu i  nigdy nie miało. Nie ma więc potrzeby szukania go. Nie warto też się tym zbytnio przejmować, tracić ducha. Jaka jest więc alternatywa do szukania sensu w tym wszystkim?

Poszukam go już za moment we śnie.

Ten akapit piszę 3 miesiące później. 3 długie miesiące, pełne wielu wydarzeń. Przez te 3 miesiące mam wrażenie, że postarzałem się w ekspresowym tempie. Nie dojrzałem, nie zmądrzałem. Postarzałem, popsułem, zmęczyłem. Sens widzę jednak bardzo wyraźnie.

Nie pamiętam kiedy ostatnio tak „połknąłem” książkę. Zaskoczenie. Uczynił to polski kryminał prawniczy. Remigiusz Mróz i chcę więcej.

Bez kategorii

III

Czy wypada jednym tchem mówić o konflikcie ideologicznym w Polsce, dietach oraz o wyższości kinowej wersji „Władcy…” od kinowej wersji „Hobbita”? 

Nie chcę wymyślać zbyt wiele, no ale…ale „Władca” był bardziej mroczny, miał bardziej jednolitą formę, no! Hobbit został klasycznie przedobrzony, wszystko, co wymyślono na potrzeby realizacji „Władcy”, w Hobbicie zostało nadużyte, zmolestowane, wykorzystane i wyzute z resztek sensu. Za dużo głupkowatego humoru, za dużo efektów, zbyt często korzystano ze sprawdzonych trików. Bardzo wiele irytacji, jak widać, wywołuje u mnie telewizyjna emisja filmu…

Seans „Władcy” w tv to już nasz wewnętrzny rodzinny zart. Tak często go puszczają, ze żona nawet nie daje krasnoludom i hobbitom szansy, a nawet (!) Arragorn to nie to, a celtyckie nuty wywołują salwy śmiechu. Gdzie tam więc z entami, gdzie tam ze smokami.

Żona, kobieta, jak irytujące jest to,że wie i pamięta naprawdę wszystko. Kobiety ogarniają wszystko na raz,WSZYSTKO pamiętają. Po co pecet, po co kalendarz, po co w sumie jesteśmy my,jednozadaniowe ćwoki i mamuty rozpłodowe? Jedyne mięso, jakie jesteśmy już w stanie dostarczyć to filet i oby nie był przeterminowany.

Jakiś balkon chyba trzepnę. Tu donicę, tam panelki, może wyjdzie coś z tego. Parę punkcików ustukam w tej nierównej grze partnerstwa samca i samicy, kobiety i tej płci dawniej zwaną męską.

Bez kategorii

II

Marnotrawienie czasu w kolejkach jest tak oklepane, że nie bardzo wiem, po co o tym wspominać. Ale niech tam: własnie o tym wspominam.

Było ostatnio o „Matrixie” i o „Fight Clubie”. Zwykle przekonany o ich geniuszu, dzisiaj myślę, jak oklepany to temat, zwłaszcza w pop-kulturze amerykańskiej: zagubione w systemie jednostki, odnajdują sposób do walki o swój indywidualizm. Jakie to amerykańskie. To nic nowego. Byli pionierzy, rewolucjoniści, kowboje, są zmęczeni korporacyjnymi realiami młodzi geniusze, będą heroiczni wojownicy ratujący ludzkość przed sztuczną inteligencją. Indywidualizm jest święty.

Narrator potrzebował przebudzenia w „Fight Clubie” tak samo jak Neo potrzebował przebudzenia w „Matrixie”. Przebudził się? Tak. Czy którykolwiek z nich zmienił system?Nie. Żadne więc to filmy antysystemowe, a przekaz jest jak w Orwellu: tak, walcz, to piękna rzecz walczyć o siebie. Nie wygrasz jednak na dłuższą metę z systemem. Nawet jak wyjdziesz z matrixa, będziesz dalej mierzył się z czymś większym od siebie.

Jeśli jednak pobudza do myślenia, to tylko dobrze i może trzymajmy się tej myśli.

Tam matrix, a tu pożar wieżowca, płonie wieża Babel, płonie Babilon. Strzelają do kongresmenów. Tam i tu jednoczą się. Ludzie pomagają ludziom. Jak tu opisany artykuł z Daily Telegraph. Zawsze przy okazji tak wielkich tragedii mam wrażenie, że jest jednak coś pozytywnego, że ludzie nie do końca się zatracili. Że może to tylko debile mówią o „ciapatych” i że to margines, a głośny jedynie przez internet, ale że to nie ma znaczenia i przełożenia. Mam taką nadzieję.

PS. Jeszcze nie wiem jak „I” jeden łączy się z „II”, ale wychodzi na to, że to brudnopis.

Bez kategorii

I

Po wszystkim transmisja meczu. Piski, krzyki, śmiech, płacz. Uderzanie zabawkami o kafle, o inne zabawki. Chaos. Nie ma spalonego. Leży jeden z „naszych”, opatrują biedaka. Wokół hałas, stukot, zgrzyt, strumień wody w zmywarce, szybko jeżdżące auta za oknem. A  w duchu niepokój i wyczekiwanie.

Przy piłce Zieliński. Ja nie mam za to żadnego planu, żadnej taktyki. Co ma być, to będzie, mniej więcej. Nie wynika to z lenistwa. nie wynika to z niczego. Każdy z nas improwizuje, robi co może, jak umie. Przecież nie ma na to podręczników. Kiedy kłócić się i stawiać na swoim. Kiedy odpuścić. Kiedy warto, kiedy nie.

Maluch prowadzi, ustawia wszystko. Może nie jest selekcjonerem, ale z pewnością jest rozgrywającym. „Stanku! Obok” – wzdycha komentator. Cały dzień waliłem obok celu, więc rozumiem rumuńskiego piłkarza. Wyszły w rozmowach z kolegami dwa filmy, „Fight club” w temacie sprzeciwu wobec konwencji, konwenansom i „Matrix”, również antysystemowy. Stwierdzam jednak, że wolę „Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie.” Nie tylko za ładną łazienkę z kilku kadrów.

Jak zbudować dom? Jak kupić nowy samochód? Jak przestać ciągle łapać infekcje? Mam pytania bez końca i zero odpowiedzi.